Blog > Komentarze do wpisu
O co naprawdę oskarżono Galileusza?



Odkryty w archiwach Watykanu dokument rzuca nowe światło na proces Galileusza. To anonimowy donos, że uczony popiera teorię atomów, a zatem... zaprzecza dogmatowi o Eucharystii. Było to dużo groźniejsze, niż twierdzenia o ruchu Ziemi. Czyżby proces o heliocentryzm był tylko przykrywką?



...Trzeba także powiedzieć zgodnie z tą doktryną, że istnieją bardzo drobne cząstki, dzięki którym substancja chleba działa na nasze zmysły, a jeśli są one substancją, to wynika, że w Sakramencie są cząstki substancjalne chleba i wina, co jest błędem potępionym przez Święty Sobór Trydencki.

- Za te twierdzenia można było zapłacić głową dużo łatwiej niż za badania obrotów ciał niebieskich. Włoski historyk Pietro Redondi, który w 1982 roku odkrył donos na Galileusza, stawia hipotezę: Papież Urban VIII chciał uratować uczonego przed śmiercią za herezję. Toteż za jego wiedzą, lub wręcz na jego życzenie, skierował w inną stronę proces wszczęty przez wrogich dostojników kościelnych.

Znakomita Historia fizyki prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego jest chyba jedyną książką po polsku, która wspomina o tej hipotezie. Choć wielu historyków uznało ją w latach 80. za zbyt fantastyczną, to w roku 1999 zyskała ona nowe potwierdzenie: Hiszpański badacz Mariano Artigas odnalazł w watykańskich archiwach drugi donos na Galileusza o herezję przeciw dogmatowi o Eucharystii.

Prof. Wróblewski przypomina kilka innych zdarzeń z historii nauki od XIII do XVII wieku, gdy Kościół zwalczał teorię atomów. Oto najciekawsze: W rękopisie dzieła Kopernika O obrotach sfer niebieskich - pod koniec rozdziału 6. księgi I - jest niezwykły fragment dowodzący, że astronom też był zwolennikiem atomizmu:

...Najmniejsze i niepodzielne cząsteczki, zwane atomami, wzięte podwójnie lub kilkakrotnie z powodu swej niedostrzegalności nie od razu tworzą ciała widzialne, a przecież ilość ich może się powielić do tego stopnia, że wreszcie będzie ich dosyć na to, by zrosły się w wielkość widzialną.

Nie pojawił się on w druku. Wydawcy wykreślili go, uznając za heretycki.

wtorek, 20 maja 2008, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Polecane wpisy

  • Ciemna materia trochę jaśniejsza. Być może.

    Od dawna twierdzę, że w obecnych czasach prawdziwy sukces mogą odnieść tylko projekty o wdzięcznych nazwach lub akronimach. Takim przedsięwzięciem jest europejs

  • Duchy pustyni

    Beduini nazywają go „duchem pustyni”, Marco Polo słysząc go podczas podróży do Chin przypisał jego obecność siłom nieczystym, Charles Darwin doświad

  • Pioruny zaklęte w kulach

    Piorun kulisty jest jednym z najbardziej tajemniczych zjawisk, pozostającym bez wytłumaczenia od setek lat. Ocenia się, że widziało go mniej niż 1% ludzi. Nied

Komentarze
2008/05/26 09:57:28
To bardzo ciekawe co piszesz.
Fajny blog :)
-
kruszyzna
2008/05/26 15:27:38
No dobrze, ale sam termin "substancja" funkcjonuje (lub funkcjonował) w filozofii i był używany przez starożytnych filozofów greckich. I ci filozofowie właśnie mówili również o niewidocznych dla oka cząstkach. To pamiętam ze studiów. Jacy filozofowie? Tego już nie pomnę :) Chodzi mi o to, że - śmiem przypuszczać - Galileusz nie wymyślił sam terminu "substancja", a jedynie "ufizycznił" termin filozoficzny, przystosował go do swojej teorii. Ma sens to, o czym dumam, czy błądzę w ciemnościach? :)
-
pfg
2008/05/26 16:12:13
I ci filozofowie właśnie mówili również o niewidocznych dla oka cząstkach. To pamiętam ze studiów. Jacy filozofowie? Tego już nie pomnę :)

Z Greków - Demokryt, i o nim wiedzą "wszyscy", później z Rzymian - Lukrecjusz w poemacie O naturze wszechrzeczy. Ciekawostką jest to, że Demokryt atomów najprawdopodobniej sam nie wymyślił, ale zaczerpnął ten pomysł z filozofii staroindyjskiej.
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2008/05/26 16:29:06
W tamtych czasach istnienie atomów było niesprawdzalną hipotezą. Dopiero w XIX wieku ta hipoteza zaczęła zyskiwać potwierdzenia doświadczalne. en.wikipedia.org/wiki/Atom#History

W czasach Galileusza nie było jeszcze rozróżnienia między filozofią i fizyką (on był pionierem w tym zaczynającym się rysować rozłamie), więc zarówno pojęcie atomu jak substancji było czysto filozoficzne. A więc niejednoznaczne. Oni w tamtych czasach sami dobrze nie wiedzieli, czym jest substancja, więc w ten luźny worek dało się wówczas jeszcze wpakować zarówno fizykę jak i teologię. Z rozwojem nauk doświadczalnych znaczenie i w ogóle sens istnienia takiego pojęcia jak substancja ewoluowały.

Zresztą do dziś pokutuje ten problem i być może jest on nawet ostrzejszy niż wówczas: bo ludzie obecnie przyzwyczajeni są do pojęcia "substancja" funkcjonującego w naukach przyrodniczych, więc gdy stykają się ze słowem "substancja" w teologii, to zaczynają je rozumieć po przyrodniczemu. Przynajmniej niektórzy. I stąd wielu ludzi ma problem z rozumieniem sensu "przeistoczenia" ("transsubstancjacji") chleba i wina w teologii katolickiej. Jeśli próbować je rozumieć w sensie przyrodniczym, to jest to oczywista niedorzeczność.

Zarówno nauki przyrodnicze jak teologia odziedziczyły pojęcie substancji po filozofii greckiej (teologia, w szczególności, po Arystotelesie, a fizyka chyba też), lecz z biegiem dziejów znaczenie tego pojęcia w obu dziedzinach zaczęło ewoluować w innych kierunkach.

Problem, który zaczął narastać od czasu narodzin doświadczalnych nauk przyrodniczych w okresie Renesansu, polegał na tym, że zaczęły się pojawiać rozmaite hipotezy dotyczące działania świata, a ludzie jeszcze nie za bardzo potrafili rozróżniać, co jest faktem, a co hipotezą. Instytucja Kościoła katolickiego uważała np. że faktem są hipotezy Arystotelesa przykrojone do chrześcijaństwa przez św. Tomasza z Akwinu. Więc wydawało im się, że zwolennicy heliocentryzmu i atomizmu wojują z faktami. A w tamtych czasach Kościół poczuwał się jeszcze do bycia instytucją naukową i dawał sobie prawo recenzowania nauki. Właśnie sprawy Galileusza i innych pokazały, że Kościół instytucją naukową nie jest i nie ma sensu, aby recenzował prace naukowe. Lecz w tamtych czasach to wcale nie było jeszcze oczywiste, Ta świadomość dopiero się wyłaniała.
-
pfg
2008/05/26 23:30:43
W tamtych czasach istnienie atomów było niesprawdzalną hipotezą. Dopiero w XIX wieku ta hipoteza zaczęła zyskiwać potwierdzenia doświadczalne.

To gruba przesada. W XIX wieku istnienie atomów było co najwyżej uznawane za niepotwierdzoną hipotezę roboczą. Dowodów doświadczalnych nie było na to żadnych, główny proponent tej teorii, Ludwig Boltzmann, był wyśmiewany, a wielcy uczeni tamtego czasu, w szczególności Ernest Mach i Wilhelm Ostwald (laureat Nagrody Nobla z chemii w 1909, był niezwykle dumny z tego, iż w jego wielusetstronnicowym podręczniku chemii słowo "atom" nie pojawiło się ani raz), aktywnie tę supozycję zwalczali. Za doświadczalne potwierdzenie hipotezy atomistycznej uważa się dopiero prace Jean-Baptiste Perrina (Nagroda Nobla z fizyki w 1926). Perrin korzystał z teorii opracowanej przez Einsteina (1905) i Mariana Smoluchowskiego (1906).

Zarówno nauki przyrodnicze jak teologia odziedziczyły pojęcie substancji po filozofii greckiej (teologia, w szczególności, po Arystotelesie, a fizyka chyba też)

Jasne, że też. Zadanie: Proszę objaśnić znaczenie tytułu filmu Luca Bessona Piąty element :-)
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2008/05/27 12:11:52
Jak pisze Wikipedia w podanym przeze mnie linku, W 1803 John Dalton użył pojęcia atomu do wyjaśnienia dlaczego pierwiastki zawsze reagują w stosunkach równych małym liczbom naturalnym. Można to nazwać roboczą hipotezą, bo atomu na własne oczy jeszcze długo nikt nie zobaczył, ale taki fakt doświadczalny już nasuwał pewne wnioski. W 1897 roku Thomson odkrył istnienie elektronów, co też mogło nasunąć wnioski o ziarnistości materii. OK, nie potwierdzenia doświadczalne, lecz coraz silniejsze sugestie płynące z doświadczeń.

"Piąty element" - to raczej gdybyśmy dyskutowali o pochodzeniu pojęcia "pierwiastek" w fizyce. Ja mówię o słowie "substancja". Ale nieważne - zgadza się, że "substancja" pochodzi od Arystotelesa.